Byłam w szkole i zdążyłam już wrócić... Dawno... Ale cóż... musiałam pograć troche sobie. Dzień minął troche jak zwykle. Zagadką pozostaje to czy jutro ide do szkoły... (???)
Może mama pozwoli mi zostać w domu. Ale po co ? Żeby znowu spać do 14, a potem siedzieć zamknięta w pokoju ?... Dla niektórych to pewnie lepsze niż pójście do szkoły..., a dla mnie to nic nowego.
Nie poszłam do psychologa... Kurde... Powinnam... Co ja robie ? Wychodzi na to, że nie potrzebuje pomocy (albo najzwyczajniej w świecie jej nie chce... ?). Wydaje mi sie jednak, że chyba bym nie umiała sie przed kims 'spowiadac'. To wszystko jest strasznie trudne - gdy wspominam, a gdybym miała opowiedzieć to już w ogóle bym miała mętlik w głowie... Sądze, że zabrakłoby słów... Zastanawiam sie tylko, czemu nie zamkną mnie w jakimś zakładzie psychiatrycznym ? ... Chyba jednak wiem... Nie widać tego wszystkiego za bardzo na zewnątrz, te okropne rzeczy dzieją się we mnie... Czy to już piekło ? Targają mną złe wspomnienia, samobójcze myśli, STRACH... No tak... przecież nikt z zewnątrz za bardzo się tego nie domyśli...
W szkole jestem zazwyczaj uśmiechnięta... - to maska. Nią oddzielam się od całego świata.
Czy ja tak musze żyć ? Nie umiem inaczej... TAK WIELE mnie kosztuje zwykłe wyjście samej z domu... BOJE SIĘ! Czego ? Wszystkiego... Co będzie jutro, pojutrze, za miesiąc, rok... Boje się ludzi... Nikt nie potrafi ranić tak jak oni... Słowa strasznie ranią...
Ile takich ran można znieść ? Ile ja jeszcze zniose ?
Pani z religii zaproponowała mi pomoc... chyba się czegoś domyśla...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Skomentuj :)